Kolejny początek...
Cześć, ten post miał się ukazać już dawno temu. Tak naprawdę planowałam, że po założeniu bloga będę pisać regularnie, ale tak się jakoś złożyło, że minął miesiąc a tutaj cisza... Z początku chciałam, żeby każdy post był idealny - ciekawa treść, dopasowane zdjęcia i ładna konkluzja na koniec. Teraz widzę, że to bez sensu. W blogowaniu chyba nie chodzi o to, żeby było idealnie, chodzi o to żeby było szczerze, a mówiąc szczerze jest średnio... Niby wszystko u mnie dobrze, małymi kroczkami zaczęłam swoją przygodę z siłownią, staram się zadbać o to co i jak jem. Próbuję (ułomnie) budować moją relację z Bogiem i być w miarę dobrą córką, siostrą i narzeczoną. Mimo to mam wrażenie, że nic mi nie wychodzi. Żadna z wcześniej wspomnianych rzeczy nie jest dla mnie powodem do radości. Czuję stres, natłok myśli i frustrację. Dużo się dzieje w pracy (której mam już dość) i na studiach (na które nie mam już siły), do tego dochodzą obowiązki domowe i nie ma nawet chwili na relaks, odpoczynek...